nie boję się być sama
żyję na stu akrach
rozpostartych gazet
cóż może mi grozić
nie boję się wojen
nie mam męża a syn
nie chwyci za broń
jako pierwszy
nie boję się ospy
kto nie przeżył
ziemskich chorób
nie rozpozna nieba
nie boję się rozumieć
od tego dawno
spłonęły nagłówki
i suche szpalty głów
nie boję się bać
runął we mnie
ostatni mur
nastała cisza
Twój spokój uspokaja mnie na tyle
Że staje się przestrzeń między nami
Pustynia Gobi i susz Sahary
Obwiązuję głowę i ściskam skronie
W tym piasku słów co rozsiany dokoła.
Umówiliśmy się - będziemy splatać słowa
W warkocze Bereniki, w kłosy pszeniczne
Wiązać zaczyn na chleb
Spieszyliśmy się jesienią
By zasiać oziminę, zasadzić tulipany
- przed pierwszym mrozem
A tutaj taki chłód
Nie mamy ciepła w domu
By sobie z nim poradzić
To nie ta zima
Nie ten dom
Nie to
Że staje się przestrzeń między nami
Pustynia Gobi i susz Sahary
Obwiązuję głowę i ściskam skronie
W tym piasku słów co rozsiany dokoła.
Umówiliśmy się - będziemy splatać słowa
W warkocze Bereniki, w kłosy pszeniczne
Wiązać zaczyn na chleb
Spieszyliśmy się jesienią
By zasiać oziminę, zasadzić tulipany
- przed pierwszym mrozem
A tutaj taki chłód
Nie mamy ciepła w domu
By sobie z nim poradzić
To nie ta zima
Nie ten dom
Nie to



