piersiówkę profesora Niegodkina
stanowiła butelka po kroplach do oczu
doprawdy trudno było coś przemycić na statek kosmiczny
przejść przez wszystkie kontrole i zasieki
ale szczwany lis profesorek
nie takie kontrole przechodził
nie takie zwodził komisje rewizyjne
i grał na ich czułym nosie
fakt przemytu wniósł w jego długi rejs
krztynę radości choć spirytusu
było w tej historii jak kot napłakał
i może rzeczywiście płakał
gdy stary opuszczał Woroneż
a może nie -
może profesor nie dbał o futrzaka ale montował
super komputer z używanych nieco części składowych
z którego pomocą włamał się potem
na serwer systemu gru
albo może obaj mruczeli pijackie pieśni
leżąc na bordowym dywanie pod okiem abażura
roztaczając miraże zwycięstwa nad światem zachodu
tymczasem piersiówkę profesora Niegodkina
czekało wielkie rozczarowanie
gdyż wypita została w jeden
całkiem nudny wieczór
kiedy za oknem statku działo się zupełnie nic
to znaczy cały wszechświat wirował z lekka
a czas płynął jedynie do przodu
Mars zbliżał się nieustannie
i nadal nikt nie pojmował
dokąd to wszystko zmierza
poniedziałek, 3 sierpnia 2026
piersiówka profesora
Przylądek Canaveral
[...] czymże jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec nieskończoności, wszystkim wobec nicości, pośrodkiem między niczym a wszystkim. Jest nieskończenie oddalony od rozumienia ostateczności; cel rzeczy i ich początki są dlań na zawsze ukryte w nieprzeniknionej tajemnicy; równie niezdolny jest dojrzeć nicości, z której go wyrwano, jak nieskończoności, w której go pogrążono.
Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie.
Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały świat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic o tym.
Canaveral - przylądek "matka"
suma wszystkich strachów
jakże słodko brzmi
to słowo obracane w ustach
niczym słodki anyż
lub trzcina cukrowa
Ma w sobie strach który idzie do gardła
ma wezwanie na apel i ostatnią odprawę
a potem ściele się płachtą jasnych dróg stanowych
wśród palm ogołoconych z dolnych liści
Wszystko jest dla nas - możemy w to pójść
i chcesz i się boisz ale ta wielka siła
pcha nas w nieznanym jak dotąd kierunku
w wielką czarną pustkę
O pustko, która otulasz przylądek
i cały ten świat razem z trzcinami ludzkimi
ich maszynkami do szeleszczenia gadania i ucieczki
która trzymasz nas mocno za gardło
przyklęknij przed przylądkiem Canaveral
szachy z Niegodkinem
męczył ją o to już kilka dni po starcie
brakło mu silnych emocji a szachy potrafią
podnieść ciśnienie krwi
nawet pod wyleniałą czupryną
zaczął od obrony sycylijskiej
puszczając swoje czarne piony z uwięzi
śmigły goniec w wariancie smoka
zburzył w proch jedną z dwóch wież
Marcjanna obserwuje jego nos
i marszczenie czoła - jest niedostrzegalne
ale ona wnika w jego mózg
przez szeroko rozwarte nozdrza
buszuje w nim trochę
i czuje jego żądzę zemsty
spływającą w napięte jak postronki
mięśnie wychudzonych ud
Słońce oświetla twarz profesora
przy każdym z obrotów
poza tym jest całkiem niebieski
na tle czarno-białej planszy
atakuje ale nie wystawił straży
odkrywa się przed nią całkiem
nagie ostrze celu i dążenia
jak cała męska populacja
Marcjanna odwleka czas porażki
przedłuża swój ruch
trzymając w dłoni białego konia
włada nim teraz całkowicie