poniedziałek, 3 sierpnia 2026

piersiówka profesora

piersiówkę profesora Niegodkina 
stanowiła butelka po kroplach do oczu
doprawdy trudno było coś przemycić na statek kosmiczny
przejść przez wszystkie kontrole i zasieki
ale szczwany lis profesorek 
nie takie kontrole przechodził
nie takie zwodził komisje rewizyjne 
i grał na ich czułym nosie 

fakt przemytu wniósł w jego długi rejs 
krztynę radości choć spirytusu 
było w tej historii jak kot napłakał 

i może rzeczywiście płakał 
gdy stary opuszczał Woroneż 
a może nie -
może profesor nie dbał o futrzaka ale montował 
super komputer z używanych nieco części składowych
z którego pomocą włamał się potem
na serwer systemu gru

albo może obaj mruczeli pijackie pieśni  
leżąc na bordowym dywanie pod okiem abażura
roztaczając miraże zwycięstwa nad światem zachodu

tymczasem piersiówkę profesora Niegodkina 
czekało wielkie rozczarowanie 
gdyż wypita została w jeden
całkiem nudny wieczór 
kiedy za oknem statku działo się zupełnie nic
to znaczy cały wszechświat wirował z lekka 
a czas płynął jedynie do przodu 

Mars zbliżał się nieustannie
i nadal nikt nie pojmował 
dokąd to wszystko zmierza

Przylądek Canaveral

Blaise Pascal Myśli

[...] czymże jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec nieskończoności, wszystkim wobec nicości, pośrodkiem między niczym a wszystkim. Jest nieskończenie oddalony od rozumienia ostateczności; cel rzeczy i ich początki są dlań na zawsze ukryte w nieprzeniknionej tajemnicy; równie niezdolny jest dojrzeć nicości, z której go wyrwano, jak nieskończoności, w której go pogrążono.

Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie.

Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały świat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic o tym.


Źródło: Blaise Pascal fragm. 91, Myśli, tłum. T. Żeleński (Boy), w nowym układzie według wydania J. Chevaliera.
 
Pochodzenie nazwy Canaveral - od hiszpańskiego słowa "trzcinowisko".


Canaveral - przylądek "matka"
suma wszystkich strachów
jakże słodko brzmi 

to słowo obracane w ustach 
niczym słodki anyż
lub trzcina cukrowa

Ma w sobie strach który idzie do gardła
ma wezwanie na apel i ostatnią odprawę
a potem ściele się płachtą jasnych dróg stanowych
wśród palm ogołoconych z dolnych liści

Wszystko jest dla nas - możemy w to pójść
i chcesz i się boisz ale ta wielka siła
pcha nas w nieznanym jak dotąd kierunku
w wielką czarną pustkę

O pustko, która otulasz przylądek
i cały ten świat razem z trzcinami ludzkimi
ich maszynkami do szeleszczenia gadania i ucieczki
która trzymasz nas mocno za gardło

przyklęknij przed przylądkiem Canaveral

szachy z Niegodkinem

męczył ją o to już kilka dni po starcie
brakło mu silnych emocji a szachy potrafią
podnieść ciśnienie krwi 
nawet pod wyleniałą czupryną

zaczął od obrony sycylijskiej
puszczając swoje czarne piony z uwięzi
śmigły goniec w wariancie smoka
zburzył w proch jedną z dwóch wież

Marcjanna obserwuje jego nos
i marszczenie czoła - jest niedostrzegalne 
ale ona wnika w jego mózg 
przez szeroko rozwarte nozdrza

buszuje w nim trochę
i czuje jego żądzę zemsty 
spływającą w napięte jak postronki
mięśnie wychudzonych ud

Słońce oświetla twarz profesora
przy każdym z obrotów
poza tym jest całkiem niebieski
na tle czarno-białej planszy

atakuje ale nie wystawił straży
odkrywa się przed nią całkiem  
nagie ostrze celu i dążenia
jak cała męska populacja 

Marcjanna odwleka czas porażki
przedłuża swój ruch
trzymając w dłoni białego konia
włada nim teraz całkowicie