raz dwa trzy cztery maszerują oddychają równo w rządkach
na ich epoletach ptasie ordery i zacieki słonego potu
jest czas na sen w dawkach minimalnych są ćwiczenia
poranne ponocne i powieczorne są bezczasy na refleksję
po piachu betonie po trawie po zamarzniętej ziemi
biegają serca twarde utwardzone do śmierci na kość
powstań padnij gotuj strzelaj zdaj wieczorny raport
nieważne jakie masz zdanie o oficerach i generale
gruntowne przeszkolenie i codzienna musztra
puszki z jedzeniem i pobudka przed świtem
służba nocna i patrol we dnie nieparzyste ze szczęściem
kolega powiesił na pasku miał wytatuowane się
Marcjanna odmawia służbie służbom
trafia pod opiekę matki przełożonej nauki
jak gruszki w popiele obiecują jej tytuły
inżynier brzmi skromnie choć przyszłościowo
zszczepia więc atomy rośnie i pięknieje

