wypijmy z siebie do ostatniej kropli
z kim jak z kim ale z tobą po męsku
rozpłaczę się ale to nic
dajmy się zabliźnić
zasklepić niebiosom po potopie
zamknąć usta ustami
ostatecznie otoczyła mnie jesienna czerń
jest nieskończenie piękna
wiją się w niej falami twoje włosy
a wśród nich maleńkie czarne dziury
niczym koraliki
oknem wygląda sen kilka snów o lecie ale nie żal
odkładać ich na półki świat się upomni o to co jego
na razie musi czekać wiernie za drzwiami
a tu jesteśmy sami jest noc
bez smutków i ran
moglibyśmy śpiewać i nucić
jakieś mroczne kołysanki
to i tak na nic na nic na nic
nie wybrzmi lepiej
jak nasza wspólna
cisza
Jerycho upadnie
Ale na razie jest sezon ogórkowy
Przez miasto przelewają się tłumy
Zwisają z mostów po obu stronach
Zmęczonej od upału rzeki
Jerycho upadnie
Ale trzyma się swojej wersji zdarzeń
Ma silne wieże zaróżowione o świcie
Gońców na koniach w krótkich cuglach
Hetman w rękawie ściska asa kier
Jerycho upadnie pod ciężarem gwiazd
I wiedzą o tym nawet małe dzieci
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
z piachu powstałeś i w piach się obrócisz. ale najpierw będzie bardzo przyjemnie.
jak okiem sięgnąć - woda. białym piaskiem rozwiewają się
nasze ostatnie postanowienia. sypiemy się trochę po omacku
trafiamy na siebie w bezksiężycową noc i nic nas nie przeraża
życie musi boleć od czubka głowy aż po piętę obtartą z powodu
jednego ziarnka. delikatność jest wewnątrz. dobierasz się
do niej niecierpliwie. wokół powstają języki ognia